Śliska sprawa – Bieg Hazoka 2023

Śliska sprawa – Bieg Hazoka 2023

Dzień dobry. W zeszłą sobotę wystartowałem w drugiej edycji Biegu Hazoka. Co prawda sam performens nie należał niestety do wymarzonych, ale udało się wygrać, więc nie ma co płakać!

W ostatnich miesiącach udało mi się powrócić do regularności treningowej, co cieszy, bo jest to klucz do solidnej formy, której wypatruję z utęsknieniem. Jako, że często startuję w biegach MK team, to są one świetnym wyznacznikiem obecnej dyspozycji biegowej, bo mam już punkt odniesienia z lat ubiegłych.

Założenia na ten start były dwa – po pierwszę chciałem zająć jak najwyższe miejsce, a po drugie, fajnie by było zrobić czas lepszy niż rok temu (co nie było trudne, bo rok temu tę trasę pokonałem w 17:28). Pomimo bardzo dobrych warunków pogodowych do biegania, to nie czułem się najlepiej fizycznie. Byłem sflaczały i niespecjalnie chciało mi się biegać. Wyjątkowo udało mi się zrobić jako taką rozgrzewkę, co w teorii powinno cieszyć, ale w moim przypadku istniało ryzyko, że organizm dozna szoku. W końcu nieczęsto ma okazję skosztować porządnej rozgrzewki.

Zgodnie z założoną strategią na ten bieg, ruszyłem zaraz za pierwszym zawodnikiem. Planowałem trzymać się jego pleców jak najdłużej i w drugiej połowie biegu trochę przycisnąć. Szczególnie, że ziomeczek wydawał się być młody, więc w przypadku krótkiego finiszu mogłem nie mieć z nim szans. Jednakże pod koniec pierwszego kilometra miałem wrażenie, że trochę zwalniamy, wyszedłem więc na prowadzenie chcąc trochę podkręcić tempo. Pierwszy kilometr minąłem w 3:14 i był to prawie najszybszy kilometr. Z kolei drugi tysiąc metrów było największym męczeniem buły w trakcie tego startu. Średnie tempo to 3:38 min/km i miałem ogromne problemy, żeby potem wejść na wyższe obroty. Częściowo to pewnie wynikało z leśnej śliskości trasy, ale głównie chyba zadecydowała dyspozycja dnia. Trzeci i czwarty kilometr były nieco szybsze – kolejno 3:31 i 3:28 min/km. Udało mi się przyspieszyć chyba tylko i wyłącznie dlatego, że od czasu do czasu czułem na plecach oddech Przemka, który leciał tuż za mną.

Ostatni kilometr był bardzo szybki. Wynikało to w dużej mierze z tego, że był to asfaltowy zbieg. Oprócz tego musiałem kilka razy przyspieszyć będąc raz po raz naciskanym przez Przemka.

Metę minąłem z czasem 16:52. Nie jest źle, ale liczyłem jednak na czas bliższy 16:30. Niestety taki wynik nie był w moim zasięgu tego dnia.

No i to w sumie tyle z sobotnich przygód biegackich. Bardzo dziękuję Hani za Trzymanie Rzeczy, które polega nie tylko na trzymaniu rzeczy, ale również trzymaniu się ze mną nawet wtedy, gdy jestem nieznośny przed startem. I za owsiankę również dziękuję! Chociaż może jednak lepiej bym pobiegł, gdyby była z glutenem…

Bieg Hazoka traktowałem też trochę jako domknięcie pewnego etapu mojej biegowej przygody. Kończy się etap, gdy sam sobie jestem sterem, żeglarzem i okrętem.

Do usłyszenia za 3 tygodnie 👀

Awatar Jakub Tesluk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *