Dyżur w pracy zamknął mnie wczoraj na siłownianej bieżni, więc czas powspominać ostatni weekend, kiedy to biegałem sobie w nieco innym anturażu.

Tym innym otoczeniem były okolice stawów Janina i Barbara, gdzie regularnie już odbywają się katowickie edycje cyklu City Trail. City Trail, jak to City Trail – co roku sobie obiecuję, że w końcu wystartuję w całym cyklu, ale jak zwykle nie wychodzi
A szkoda, bo to świetnie miejsce na sprawdzenie swojej obecnej dyspozycji w okresie przygotowawczym.
Z takim też zamiarem wystartowałem w zeszłą niedzielę. Celem było się zmęczyć i mieć poczucie, że dałem z siebie wszystko (o święta naiwności!).
Jako, że na 5 kilometrach nie ma co kalkulować, to ruszyłem odważnie i przez chwilę miałem nawet złudne wrażenie, że uda mi się powalczyć z Piotrkiem Szalonym czy Adamem Kukowką ale na trzecim kilometrze pozbawili mnie tych złudzeń. Tempo na poszczególnych kilometrach było w miarę równe (co jak na mnie jest zaskakujące), za wyjątkiem przedostatniego kilometra, kiedy towarzyszyła mi już solidna bomba.

Bieg zakończyłem na 10. miejscu z czasem 17:37. Nie będę ukrywał, że po cichu liczyłem na wynik poniżej 17:30, ale też prawda jest taka, że do głównych startów jest jeszcze trochę czasu. A jako, że trener Andrzej Witek – Szybciej powiedział, że trzeba docenić ten start, to niniejszym to robię – doceniam Cię, Starcie. A tak na poważniej, to jest to mój najlepszy rezultat na tej trasie do tej pory. Poprzedni „rekord” nabiegałem w szczycie sezonu będąc o 5 kilogramów lżejszym.
Teraz powrót do treningów i robota przed kluczowymi startami.


Więcej danych na STRAVIE.
Ps. Dzięki Haniu za pójście ze mną na bieg!
fot. Mateusz Stodolski






Dodaj komentarz